:::: MENU ::::

czwartek, 17 marca 2016

  • czwartek, 17 marca 2016
Nigdy nie byłam konsolowcem.

Miałam lat zaledwie kilka, gdy zaczęła się moja przygoda z grami. Nawet nie na moim sprzęcie, ale na sprzęcie kuzyna. Graliśmy sobie czasem, a o jakiejkolwiek fascynacji można zacząć mówić dopiero od dnia, kiedy w jego domu pojawiło się pierwsze Play Station. Szare, klockowate i brzydkie, ale dostępne na nie gry zachwyciły mnie tak bardzo, że wkrótce wyjęczałam, wyprosiłam, wyżebrałam własną skrzynkę do ustawienia przed telewizorem. I od tej pory ścigałam się, strzelałam, biłam wytrwale w pieleszach domowych.

Lata jednak mijały, PS2 nadeszło w glorii i chwale, na "szaraka" zaczęło brakować tytułów, a ja dostałam PeCeta i zaczęłam grać w RTSy. Tutaj zatrzymała się cała zabawa, mniej więcej do momentu, gdy PeCet zestarzał się na tyle, że został sprzedany.

Przez kilka lat nie grałam w nic bardziej zaawansowanego niż LoL, a w okolicach premiery trzeciego Wiedźmina stwierdziłam - a co mi tam, wracam!

Rozpoczęłam więc proces budowania komputera. Od szukania części, analizowania wymagań sprzętowych gier, sprawdzania tytułów. Szybko nadszedł zimny prysznic - From Software nie wypuści Bloodborne na PC. Nie ma na PC Journey, na której mi zależało. Nie ma...

Bloodborne naprawdę jest jednym z ważniejszych powodów, dla których wybrałam PS4. I słusznie.

To dosyć dziwne. Jasne, killer applications z definicji istnieją po to, żeby niektórzy ludzie kupili dany sprzęt dla konkretnego programu lub gry. Sądziłam do tej pory, że to nie całkiem skuteczne, że konsumenci patrzą na inne kwestie. A jednak. Okazało się, że gier, w które chcę zagrać, na PC nie ma, złota era RTSów dawno przewinęła, a całkiem sporo exclusiwów na komputer jakoś tam pójdzie nawet na moim laptopie.

Naprawdę się wahałam.

Ale w końcu wróciłam.

I tak przed moim telewizorem, po wieloletniej przerwie, ponownie wygrzewa się PS. Tym razem czarne, smukłe, błyskające zalotnie światłem na grzbiecie.

Tak sobie myślę, że nawet dobrze się stało, że nie złożyłam tego PC. I tak nie mam za bardzo czasu grać. Konsola jednak kosztowała mniej i przede wszystkim - zaoszczędziła mi samego czasu budowania oraz konfiguracji sprzętu. Zmuszania kolejnych gier do pójścia. Tego, co kiedyś wydawało mi się, paradoksalnie, co najmniej połową przyjemnością z elektronicznej rozrywki.

Upływ czasu - lub jego kurczenie się w skali doby, jeżeli ktoś woli - naprawdę zmienia percepcję.