:::: MENU ::::

sobota, 5 marca 2016

  • sobota, 5 marca 2016

Nie lubię, nienawidzę wręcz pisać notek o książkach takich jak Piknik w piekle Dawida Kaina i Kazimierza Kyrcza jr. Mam wrażenie, że są w gruncie rzeczy tak nijakie, że nawet autorzy nie całkiem już o nich pamiętają.

Wszystkich miłośników Kaina warto poinformować, że jest to zbiór dla niego bardzo wczesny i chociaż widać w nim początki jego późniejszego, specyficznego podejścia do tematów grozy, to nie dorównują poziomem obecnym dokonaniom autora.

Największą wadą zbiorku jest w sumie to, że o przytłaczającej większości opowiadań zwyczajnie się zapomina chwilę po przeczytaniu. Nie są złe - w większości są całkiem dobre, przewrotne, napisane na akceptowalnym poziomie. Sporo przywodzi na myśl zachodnich autorów, opowieści niesamowite czy to spod pióra Kinga, czy Martina, więc koncepcje nie uwodzą. Wszystkie są krótkie i to też nie pomaga.

Ani to złe, ani dobre. Ani pies, ani wydra. Przeczytać można, ale absolutnie nie trzeba. Właśnie dlatego nie lubię o takich książkach pisać. Najzwyczajniej w świecie nie mam nic do powiedzenia.