:::: MENU ::::

środa, 2 marca 2016

  • środa, 2 marca 2016
Na tym blogu nie pojawiło się specjalnie dużo notek w temacie vanity albo selfów*, bywało jednak, że wywoływały burzę. Dotyczyło to jednak zwykle tekstów z (przesadnie) agresywną promocją (no dobrze, jednego tesktu, ale Wojny żywiołów to przeżycie na miarę n-tej potęgi gniotowatości). Tymczasem Drzewo Wspomnień przechodzi jak dotąd bez echa - a szkoda.


Nie jest to powieść zupełnie pozbawiona wad czy nawet istotnych błędów. Język przede wszystkim miota się między klimatyczną, nawet jeśli podobną do znacznie większych dokonań Brzezińskiej, stylizacją a mową potoczną, w dodatku współczesną. Zwłaszcza w dialogach autorki jakby zapominają chwilami, że wymyśliły dla tego świata własne przekleństwa, zmodyfikowały lekko gramatykę i utrzymują wszystko w klimacie słowiańskim. Im dalej w las, tym mniej takich kwiatków, ale początkowo mocno wybijały mnie z rytmu. Miejscami przysnęła także korekta i redakcja, to jednak zdarza się zawsze.

Z postaciami bywa różnie. Są takie, do których łatwo się przywiązać, bardzo charakterystyczne, ciekawe - i na szczęście te przeważają. Niekiedy ich kreacja jednak szwankuje. Albo nawet nie tyle o samą budowę bohaterów chodzi, lecz o sposób ekspozycji. Część postaci zasłużyła sobie na bardzo staranne, rozwlekłe wręcz wprowadzenie, gdy poznajemy ich na długo przed momentem, w którym zaczynają mieć znaczenie dla akcji. Inni pojawiają się w dużych grupach, nieco pospiesznie i informacje o ich przeszłości oraz motywacjach podawane są w strzępkach. W dodatku trudno wyznaczyć jakąś linię graniczną między jednymi a drugimi, na pewno nie jest to fabularna waga.

Mam także zastrzeżenia co do momentu urwania całej historii. Drzewo Wspomnień jest bardzo rozwlekłą pierwszą częścią dłuższej opowieści i de facto bez kontynuacji nie ma prawa bytu. Niektóre rozdziały kończą się jednak na cliffhangerach lepszych niż całość powieści. Po tylu stronach miałam poczucie, że zasłużyłam jako czytelnik na coś lepszego.

To tyle narzekań. Książka jest wciągająca, mimo że momentami obfituje w dłużyzny a przypisy w przytłaczającej większości można pominąć bez szkody dla czytanego tekstu. Wygrywa przede wszystkim klimatem, zgrabnie zbudowanym wokół kultury słowiańskiej (i nie tylko), nie przeniesionej co prawda na karty e-booka w skali jeden do jednego, lecz stanowiącej podstawę autorskiego świata. Podkreślają ów nietypowy klimat znakomite ilustracje. Głównie dzięki temu opowieść o kolejnym dziecku-wybrańcu nie wkracza na tereny sztampy, lecz pozostaje oryginalna i zdarzają się w niej pomysły naprawdę ciekawe, jak tytułowe Drzewo.

Drzewo stanowi również opowieść mocno sfeminizowaną i nie będę udawała, że nie przypadło mi to do gustu. Momentami przedziwne jest to rozkraczenie pomiędzy tradycyjną wizją społeczeństwa a silnym feminizmem, lecz zostało rozegrane zgrabnie, bez przesady w żadną ze stron i bez przełamywania klimatu.

Nic w Drzewie Wspomnień nie jest nieskazitelnie doskonałe, nic nie jest złe. W ostatecznym rozrachunku to dobra powieść, zwłaszcza dla fanów słowiańskiej fantasy i długich, podzielonych na części historii. Podchodziłam do niej z nastawieniem mocno sceptycznym, ale szybko przekonałam się do opowieści pomimo wszystkich jej wad.

* Uświadomiono mi, że E-bookowo wydaje także powieści bez żadnych nakładów ze strony autorów, jako normalne wydawnictwo i w taki właśnie sposób ukazało się Drzewo Wspomnień. Za niedopatrzenie bardzo przepraszam, zarówno autorki jak i czytelników!