:::: MENU ::::

wtorek, 12 kwietnia 2016

  • wtorek, 12 kwietnia 2016
Piątek

9:38
Rozbestwiłam się na samotnych wycieczkach. Myśleniem tylko o sobie, zgrywaniem wszystkiego z własnym zegarem biologicznym i własnym widzimisię. Siedzeniem i patrzeniem spokojnie, czy to na samoloty, czy na pociągi.
Standard polskiej kolei jest w porządku - coraz mniej rozumiem tych, co narzekają. W zeszłym roku było jeszcze ciasno i paskudnie, teraz jest nowocześnie i zaskakująco czysto. Nie wiem jeszcze jak świątynia dumania, ale... nie wierzcie, że w nowoczesnej Europie gówno nie leci na tory. W Holandii na przykład leci. W krótkobieżnych, polskich składach - już w większości nie.

Skoro już zaczęłam o toaletach, nie mogę powstrzymać się przed komentarzem, że pomimo wysokiego standardu coraz powszechniejszego 2theloo, niektóre grafiki po wewnętrznej stronie ich drzwi mogą utrudniać niezbędne skupienie.

Przy okazji, latanie samolotem uczy kompaktowania bagażu. Bez najmniejszych problemów upchnęłam się w mały plecaczek - rzecz niegdyś dla mnie nieosiągalna.

19:22
Słabo tu jest.
Zmogła mnie migrena - akurat na Pyrkonie zawsze mam migrenę. Przespałam trzy godziny i dalej wszyscy siedzą, gdzie siedzieli. Prelekcji niet, pogody niet, wystawcy tak sobie. Na chwilę obecną - strata czasu, pieniędzy, energii.

Zaskakująco wiele osób po prostu przesiadywało na sleeproomie.

Jedyny jasny punkt: spotkania. Pyrkon, miejsce spotkań.
Ale to chyba mój ostatni raz tutaj.

Ci panowie dość dobrze oddają swą postawą moje odczucia co do pierwszego dnia Pyrkonu 2016.

* * *

Sobota

8:38
Może to moja wina, że sobie zmieniłam Pyrkon w festiwal Cydru Lubelskiego, ale ciekawych prelekcji w programie co kot napłakał, a na te ciekawe i tak nie mogę się dopchać. Albo są o ósmej.

Miejsce spożywania cydru. Bywałam tu często.

Może to wina wyciorania się po różnych konwentach? Nie bawi mnie już trzygodzinna kolejka do pryszniców, prelekcje ogólnikowe i dla wszystkich ani dziki tłum stoiskowy.
Może coś zwyczajnie nie wyszło, ale myślę raczej, że Pyrkon skonsumował sam siebie. Stał się tak bardzo dla wszystkich, że aż dla nikogo.

12:19
We mnie się coś zmieniło? W Pyrkonie? Czy po prostu dwa razy w to samo miejsce to dla mnie za dużo?

Pierwszy raz zrobiłam na konwencie zdjęcie cosplayerowi. No ale to Rei.


23:13
Kiedy siedzę na jednej z niewielu ciekawych prelekcji, gdzie Maciej Parowski opowiada o początkach fantastyki, początkach, których nie miałam szansy oglądać... gdy wtedy znudzeni ludzie z auli wychodzą, myślę sobie, że ja i oni to jednak nie ten sam fandom. Że może czasem trzeba bardziej hermetycznie.

* * *

Niedziela

11:53
Myślę nad jakąś narracyjną klamrą dla tego w gruncie rzeczy ponurego, pyrkonowego dziennika. Niewiele przychodzi mi do głowy, ten wyjazd dla mnie nie ma fabuły. Boję się trochę, że wyrosłam z konwentów. Bo przecież, jeżeli nie bawiłam się dobrze, to jest w tym trochę mojej winy. 

Nie mówcie mojemu szefowi, że mam taki kubek.

Lista rzeczy do naprawy: robić własne prelekcje, bo wtedy ma się zajęcie i można trochę kształtować konwent samemu; nie spać w sleep roomach, bo to powoli przypomina łagier, a nie kemping; pić więcej w podróży, bo wtedy głowa tak nie boli; w cydrze jest cukier, a mnie od cukru bolą zęby, więc nie pić cydru, chociaż smaczny.

Rozmazało mi się zdjęcie koszulki z poro. Uwierzcie, że jest kawaii.

Lista plusów: spotkanie starych znajomych; spotkanie internetowych znajomych; mała, ale świetna ekipa, z którą pojechałam; zakupy; cydr; blisko było z Pyrkonu do ładnych, czystych, pozbawionych kolejki toalet dworcowych.

Z tego nabytku - to kodama z Księżniczki Mononoke - jestem najbardziej zadowolona. Tęskno mi za Japonią ostatnio. To dobrze, bo za parę miesięcy prawdopodobnie będę pracowała nad Zmąconym strumieniem, chyba że Nowa Fantastyka padnie.