:::: MENU ::::

sobota, 9 kwietnia 2016

  • sobota, 9 kwietnia 2016
Jeżeli jest jakaś moja cecha, którą miałam od zawsze, to jest nią miłość do pociągów. Nie idzie za nią specjalistyczna wiedza, chyba że uznać za nią doskonałą znajomość dworców, umiejętność wysłuchiwania nawet najmętniejszych komunikatów i fakt, że jestem zawsze tą osobą na peronie, która mówi zagubionym podróżnym, że ich pociąg nie przyjedzie, a na komunikację zastępczą to tamtym wyjściem i gdzieś po prawej.

Ciapciągiem - czyli pociągiem, tylko bardziej kochanym - dojeżdżałam do liceum i na studia, a teraz dojeżdżam do pracy; ciapciągiem przejechałam kawałek Holandii; niestety nie pojadę ciapciągiem do Wiednia i aż mi przykro, ale dla czterech osób ciapciąg się już nie opłaca. Nie jeżdżę też - to znaczy jeżdżę, ale bardzo rzadko - ciapciągiem do Krakowa i może dlatego tak tego miasta nie lubię. Ciapciągi oskarżam o fakt, że moje prawo jazdy leży i pięknie pachnie w przegródce torebki. Kiedyś kupię sobie samochód i zacznę jeździć, obiecuję! Kiedyś, gdy będę musiała jeździć tam, gdzie ciapciąg nie dociera.

Pojechałam do Poznania, na Pyrkon, ciapciągiem oczywiście. Zapomniałam hasła do podróżnego tumblra, więc będę swój dzienniczek smoka wędrownego dziubdziać offline na telefonie. Pojawi się tu w całości mniej lub bardziej niedoskonałego braku czasu, chwyconych chwil, rzeczy które nikogo nie obchodzą. Poza mną, bo mnie - cały czas, minuta po minucie, dzień po dniu - budują, współtworzą i kształtują.