:::: MENU ::::

środa, 6 kwietnia 2016

  • środa, 6 kwietnia 2016

Po pierwsze, mamy głupią historyjkę o człowieku, który został bóstwem i jego psie, żonie oraz przypadkowym znajomym. Po drugie, mamy historię o porządku Wszechrzeczy i instrumentalnej roli człowieka w rękach istot wyższych. Po trzecie, kto spróbuje przebić podobne zestawienie?

Vonnegut pod lekkim językiem, pod absurdalnym humorem, pod fabułą obfitującą w gagi oraz deus ex machina, sprytnie ukrył przed czytelnikiem filozoficzną opowieść. Losy nie tylko pojedynczych osób, ale całego świata, płyną zgodnie z odgórnie narzuconym porządkiem, porządkiem - a jakże - służącym małym, bzdurnym interesikom "istot wyższych". Książka, która początkowo wydaje się przezabawną komedyjką, przemyca pytanie o naturę wolnej woli i neguje samo jej istnienie.

Dla osób, które nie szukają niczego poza lekką rozrywką, to będzie humorystyczna powieść z wartką, starannie zaplanowaną akcją. Ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że czytanie Syren z Tytana w taki sposób jest... nieekonomiczne, nieopłacalne, jest stratą czasu. O wielkości tej krótkiej książki nie stanowi akcja i humor, lecz to, co Vonnegut ukrył pod nimi.