:::: MENU ::::

piątek, 10 czerwca 2016

  • piątek, 10 czerwca 2016

Pięćdziesiąt kawałków Quentina Zbierzchowskiego to bardzo mocny tekst, w taki sam sposób jak mocny jest kieliszek czystej. Bardziej niż te wszystkie przenikające się rzeczywistości, które są znakomitym pomysłem, zagrała dla mnie osobiście wszechogarniająca, podszyta lękiem psychoza - pięknie zrealizowane. Konstrukcja bardzo ciekawa, rozbita, chaotyczna, a zarazem z sensem, ale mam wrażenie, że to jedna z dość typowych zagrywek, kiedy fantastyka po prostu sięga po rzeczy znane mainstreamowi od dawna i wychodzi na tym dobrze. 

Sebastian Uznański, zgodnie z przewidywaniami, nie kupił mnie Pieśnią dla kamienia, wręcz przeciwnie, od pierwszego akapitu odrzucił słabym językiem i licznymi powtórzeniami (liść, liść, miękko, miękko, liść). Tajemnica roślinnej planety sama w sobie nie była porywająca, a drugi plan opowieści, z chciwozłym wydawcą i dziewczyną o nieokreślonych emocjach, tylko tekst dobił. Długie imiona w połączeniu z brakiem konkretnego charakteru poszczególnych postaci niepotrzebnie utrudniły lekturę. 

Człowiek zza wielkiej rzeki jest zdecydowanie najlepszym tekstem Adama Podlewskiego, jaki dotąd czytałam, przede wszystkim z powodu bogactwa interpretacji, które ta krótka historyjka daje. Ta opowieść wydarzyła się w końcu wiele razy, na wielu lądach, w czasie europejskiej dominacji - zatrucie żyjących na swój sposób cywilizacji "dobrodziejstwami" obcego świata, które w efekcie prowadzi do upadku. A przy tym czytało się całkiem przyjemnie, mimo trochę niefortunnego pierwszego zdania. 

Krwawa osa Kosmatki i Poore'a. Dawno, oj dawno, nie było aż tak dobrego opowiadania, zagrało wszystko - realia zoo, relacje międzyludzkie, wreszcie tytułowa osa. Trzymałam kciuki za powodzenie badań nad nią i każdy związany z tym dramat odczuwałam bardzo mocno. W dodatku tłumaczenie jest świetne, pięknie to wszystko napisane, aż żałuję, że autorzy są tak mało znani w Polsce. 

Następne opowiadania prezentują równy, bliski przeciętnej poziom. Każde ma coś ciekawego do zaoferowania, ale jako całość nie jest doskonałe. 

Zważywszy podejście naszych rodzimych pisarzy do kwestii ekologii i zmian środowiska w przyszłości, Dzieci Dagona Tchaikovsky'ego to unikalna i potrzebna rzecz, w dodatku w klimacie Lovecrafta, nietypowym dla postapo. Dobry pomysł to jednak wszystko, co można o tym tekście powiedzieć, bo sama fabuła jest pretekstowa. Bardziej szkic niż opowiadanie. 

Dziewiąte uwiedzenie Sean McMullen wpisuje się w tę samą interpretację, co Człowiek zza wielkiej rzeki, ale technologia postawiona w roli opozycji do piękna nie przekonuje mnie aż tak. Zarówno fabuła jak i warsztat literackie są bardzo poprawne, bez żadnych fajerwerków. Czuję, że szybko zapomnę o tym tekście, jakoś... nic mi nie zrobił, może przez nieco naciągane kreacje bohaterów. 

Leonid Aliochin w Obronie koniecznej pokazuje, że nie ma to jak rosyjska dusza, którą czuć w niemożliwym do zrealizowania dążeniu bohaterów do spokoju. Niestety, mimo klimatu, opowiadanie jest strasznie nudne, czytanie się dłuży, a sama fabuła niespecjalnie powala. Plus za niedopowiedzenia, czasem po prostu jest ciekawiej, gdy nie odsłania się wszystkich kart. 

Numer przeciętny, z przechyłem na dobry, z mocnym działem polskim i jednym znakomitym opowiadaniem zagranicznym.