:::: MENU ::::

sobota, 25 czerwca 2016


Darker than Black czy też Brama piekieł to takie anime, którego głupio nie oglądać, jeżeli ma się znajomych znających się na anime, bo wszyscy je widzieli, potwierdzają, że super i w ogóle wyjdź, ładuj odcinki. Toteż zasiadłam do niego z zupełnie szczerą chęcią zachwycenia się oraz nadrobienia zaległości w jeden wieczór, po czym spędziłam chyba ze trzy miesiące, męcząc się nad kolejnymi odcinkami.

Największy problem z Darker than Black jest taki, że mogłoby właściwie składać się z krótkiego wprowadzenia do świata i końcówki, ale zamiast tego twórcy dali nam dwadzieścia odcinków wstępu, poszatkowanego w epizodyczne opowieści, które ledwo-ledwo się zazębiają w miarę oglądania serialu. Byłoby to bardzo właściwe, gdyby służyło zbudowaniu więzi z głównym bohaterem, ale Hei jakoś mi się nie podobał. Wizualnie podobny do innej postaci Studia Bones, Kiby z Wolf's Rain, w przeciwieństwie do niego jest po prostu niesympatyczny, przy tym głupio potężny w porównaniu z przeciwnikami i w efekcie przejęłam się, że zginie, może raz. Trochę lepiej wypada drugi plan, który zdołał mnie uwieść skutecznie wrednym, starym chłopem, wygadanym kotem oraz śliczną jak obrazek i niewiele bardziej ekspresyjną Yin. Czyli jednak coś tam ze mnie twórcy wycisnęli.

Szczerze mówiąc, najbardziej zdziwiło mnie, że Darker than Black jednak obejrzałam do końca i nawet nie myślałam szczególnie intensywnie o jego porzuceniu. To ewenement, zwykle nie mam wielkiej cierpliwości, zwłaszcza do seriali i rezygnuję z kolejnych odcinków, gdy tylko mi coś zgrzytnie. Brama piekieł to jednak takie anime, któremu - bez względu na zastrzeżenia, dotyczące fabuły i tempa wydarzeń - nie można odmówić znakomitego wykonania. Dobre jest tutaj wszystko, od ścieżki dźwiękowej, przez kreskę i animację aż po dialogi, zawiłe, wymagające skupienia. Widać, że mamy do czynienia z pozycją z ambicjami i to się chwali.

Mimo ogólnie wysokiej oceny Darker than Black, nie chcę za bardzo polecać tego anime, bo jakoś mi przykro skazywać kogoś na podobne nudy, z jakimi ja się zderzyłam. Jeżeli jednak ktoś kocha science fiction w makroskali, epizodyczność, rozpaczliwie powolne zgłębianie świata i egoistycznych, zafiksowanych głównych bohaterów, to niech wie, że Brama piekieł zachwyca wykonaniem oraz posiada te wszystkie elementy. Najlepszego na nowej drodze życia i nie dziękujcie.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.