:::: MENU ::::

środa, 22 czerwca 2016


Geniusze fantastyki to antologia, jakiej jeszcze nie było i zapewne nie będzie. Ogromna, złożona z kilkudziesięciu opowiadań, prezentująca na swoich łamach dokonania autorów znanych i nagradzanych (Cholewa, Hałas, Kańtoch, Pawlak, Majka, Kain), jak i dopiero stawiających pierwsze kroki w krainie świadomości czytelników (ja). Efekt tytanicznej pracy w czynie społecznym, dostępny za darmo i dający nieoceniony wgląd w przyszłość polskiej fantastyki.

Pierwsze opowiadanie, które zapadło mi w pamięć, to Polowanie na Patriotyczną Ostrygę Cholewy. Bardzo przyziemne, humorystyczne science-fiction, które w celny i zabawny sposób wytyka absurdy życia naukowców, a przy tym wciąga akcją i humorem. Fantastyka naukowa w wykonaniu Cholewy jest, sądząc po tym zbiorze, w ogóle bardzo pozytywna, w opozycji do kolejnych wizji końca ludzkości.

Nie podobał mi się za to Uchodźca Cuprjaka, bo niewiele jest tekstów, które w tak oporny sposób podejmują trudne tematy. Widać w opowiadaniu cel i zamysł, ale co z tego, skoro szwankuje wykonanie, a całość jest zwyczajnie nudna. Szkoda, bo poprzedni tekst autora w zbiorze dawał nadzieję.

Że z twórczością Guzka mi nie po drodze widziałam już od Innego Zabójcy Smoków, opowiadaniu które chce być niekonwencjonalnym fantasy, ale jest absurdalnie durne i kreuje rzeczywistość, gdzie rządzą przypadkowe prawa. Całość mnie jednocześnie znudziła i zirytowała. Pierwsze złe wrażenie potwierdził Potępieniec tegoż autora, bo jeżeli ten tekst jest czymkolwiek, to prologiem powieści, której nie mam ochoty czytać. W momencie, gdy bohater staje się niemal nieskończenie silny, wydarzenia przestają być w najmniejszym stopniu interesujące.

Z drugiej strony teksty Gwiazdowskiego spodobały mi się bardzo, szczególnie Centurion, w którym nieco mniej chędożenia niż gdzie indziej, a za to jest ciekawe i przede wszystkim rozbudowane rozwinięcie motywu biblijnego. Centurion czy też setnik, który dowodził oddziałem krzyżującym Jezusa, został już wcześniej wykorzystany w literaturze, ale Gwiazdowski powtarza ten motyw dobrze i śmiało brnie w autorską wizję.

Wyjątkowo nieudana jest moim zdaniem Igła Hrycyszyn, tekst przewidywalny i emocjonalnie miałki, bez najlżejszych fajerwerków w sferze warsztatowej. Jestem siostrą, mam brata i to istotna część mojego życia, a opisane w tym opowiadaniu rodzeństwo ze swoim małym dramatem nie zagrało nawet na jednej strunie mej duszy. Tajemnicę rozwikłałam na długo przed bohaterami, później tylko się męczyłam.

Dwa teksty zupełnie przeleciały mi przez głowę, nie zostawiając w niej nawet śladu - Niespokojny ogród Imperowicza i Joachim Jamiołkowskiego. Panowie, więcej wyrazu w przyszłości, proszę! Szczególnie, że Szarawa tegoż samego Jamiołkowskiego jest pełna wyrazu! Wśród skrótowców autora ten tekst ma najlepiej rozwinięte tło i bohatera, a przy tym intrygujący pomysł. Aż żal bierze, że z równą pieczołowitością i polotem nie zabrano się za inne przewrotne idee, które Jamiołkowski jedynie naszkicował w swoich opowiadaniach.

Kain to oczywiście miód na wszelkie rany, a zwłaszcza jego Ekstrakcja. Tekst ma właściwie wszystko na swoim miejscu - niebanalnych bohaterów, wciągającą akcję, przesłanie, dobry pomysł. Autor na jednym dobrym tekście nie poprzestaje, poprawia jeszcze Epilepsja jest tańcem, na swój sposób wstrząsającym opowiadaniem o tym, jak wielkie piętno może wycisnąć na człowieku sztuka. Tutaj również większość elementów gra i buczy, chociaż akcja rozkręca się zdecydowanie wolniej i toczy bardziej na płaszczyźnie psychologicznej.

Po Daję życie, biorę śmierć - które w moich oczach jest najbardziej przereklamowanym wytworem polskiej fantastyki zaraz za Wędrowyczem - Krajewska udowadnia, że jednak zasługuje na szum wokół swojej osoby, a robi to opowiadaniem Zapach jej czerwony. Tutaj się dzieje, w całość naturalnie jest wpleciony bestiariusz słowiański, mamy charakterystycznych bohaterów i sprawnie poprowadzoną akcję. Wszelkie stylizacyjne łamańce językowe budzą we mnie dreszcze, ale Krajewskiej zaliczę je na plus, bo pióro ma zadziwiająco sprawne.

Nie mogę równie entuzjastycznie wypowiedzieć się o Nieświcie Kubasiewicz, straszliwie długim tekście, który przekonał mnie, że nie powinnam sięgać po Spalić wiedźmę. Nie chodzi o to, że opowiadanie jest tragicznie złe, po prostu tragicznie rozmija się z moim gustem, doprowadzając do tego, że czytałam je z równą przyjemnością jak gdyby ktoś mnie do tego zmuszał przytkniętym do skroni rewolwerem. Magia wymykająca się logice, bohaterowie o fatalistycznych motywacjach, rozczłonkowana akcja, której niby dużo, a tak naprawdę nic się nie dzieje... dziękuję, ale postoję.

Po drodze mi za to najwyraźniej z prozą Nieznaj, bo jej Cyberdziadek, którego przeczytałam dopiero teraz, spodobał mi się strasznie. Jak zwykle u autorki kibicowałam bohaterowi, któremu się najbardziej oberwało - zaczynam czuć się jak w czasie lektury Martina - a akcja mnie wciągnęła. Intryga jest skromniutka, takie intrygiątko w mikroskali, ale sprawnie prowadzona i żal mi było, że tekst nie ma więcej znaków.

Mechaniczny kanarek Chyrnowskiego autorstwa Nogala bardzo mnie zawiódł po poprzednich tekstach autora - nie całkiem w moim guście, ale pomysłowych - bo tu idea jest taka sobie i w dodatku bardzo pokrótce przedstawiona. Zresztą, również wlokące się w nieskończoność Pan Mortimer, banshee i kiełbasa z dzika niezbyt mnie kupiło. Ten drugi tekst ma chyba błyskotliwą puentę, ale rozminęłam się z nią na jakiejś autostradzie i tylko spojrzałyśmy na siebie z dezaprobatą.

Na premierę następnej antologii chyba przygotuję sobie transparent, głoszący "Pawlak! Pawlak! Pawlak!", bo teksty Pawlaka podobały mi się tak bardzo-bardzo. Armię ślepców kiedyś już czytałam, dawniej jak i dzisiaj jest to bardzo solidne opowiadanie z intrygującym, bardzo unikalnym tłem historycznym, z którego nikt inny za bardzo nie korzysta. Ale prawdziwe emocje wzbudził we mnie Krótki sen o opisaniu świata - ogarnęły mnie po tym opowiadaniu taki smutek i nostalgia, że przerwałam czytanie, siedziałam i rozpaczałam. Podobny kac przy lekturze nie dopadł mnie od lat, a wszystko inne w tym opowiadaniu także jest znakomite, od świata przedstawionego, przez bohaterów, aż po język. Bardzo przyjemny fragment zbioru.

Może Pągowski miał pecha, że znalazł się zaraz po Krótkim śnie..., a może jego Casus de Strigis to naprawdę tylko kolejna opowieść o wampirach, z główną bohaterką pisaną bardzo po męsku (taka dawna Lara Croft, równie oderwana łopatą od rzeczywistości), gdzie najbardziej oryginalnym pomysłem jest wampiryzm wywoływany przez grzyby. Akcji tutaj co nie miara, a równie dobrze mogłoby jej nie być.

Szklany kompas Podlewskiego jest natomiast tekstem, który albo nigdy nie miał polotu, albo został spektakularnie spieprzony na życzenie autora. Opowiadanie wygląda, jakby jego twórcę w środku nocy naszedł pomysł, prowokując go do wstania i spisania go w formie paru akapitów. Tekst nie ma rozwinięcia, głębi postaci, właściwie niczego, poza sznureczkiem prowadzącym prosto do neonu "patrzcie jaki pomysł".

Wróbel, którego humorystyczne fantasy lubię, okazał się lepszy w... poważnych historiach o związkach. Stawka większa niż życie (humorystyczna fantasy) jest stosunkowo kiepskim tekstem, niby o poświęceniu i może by mnie to dotknęło, gdyby bohaterowie przekonywali do siebie czymkolwiek. Humorystyczny akcent na końcu właściwie zostawia tekst w zawieszeniu i ani w tym żadnej puenty, ani porządnego podsumowania nie ma. Z kolei Świąd (poważna historia o związku) jest zwyczajnie obrzydliwy - w pozytywnym sensie. Żołądek mam mocny, ale gore, które zaserwował tutaj Wróbel, ociekające ropą i surowicą, pokrzywiło mnie jak cytryna. Cały ten festiwal okrucieństwa ma w dodatku sens, a końcówka jest przewrotna i zupełnie zmienia wydźwięk tekstu.

Swoich opowiadań oczywiście nie czytałam, natomiast jeżeli ktoś się w ich temacie chce zwerbalizować, zapraszam do wylewania wiader obrzydzenia/zachwytu na mojego maila (zakładka O mnie) - lubię recenzje tego, co napisałam.

W ogólnej ocenie, Geniusze fantastyki są antologią przeciętną. Pojawia się w nich trochę naprawdę znakomitych tekstów i trochę złych też, ale większość plasuje się gdzieś pomiędzy "ujdzie" a "całkiem dobrze". Warto zauważyć, że autorzy GC w większości prezentują fantastykę bardzo odmienną od tego, co wydaje się na przykład pod szyldem Fabryki Słów, mniej oszczędną w artystycznym wyrazie, a za to ostrożniej dawkującą akcję. Według mnie przyszłość polskiej fantastyki - sądząc po Geniuszach - jest może jeszcze nie oszlifowana, ale jasna i warto było ten ogromny zbiór przeczytać choćby po to, by się o tym przekonać.

5 komentarzy:

  1. Im dalej szło w recenzję, tym bardziej wpadałam w panikę, co powiesz o moim tekście, a tu proszę, jakie zaskoczenie :D :D
    Cieszę się, że się podobało!
    Porównanie z Martinem, powiadasz, hehe?

    OdpowiedzUsuń
  2. A fe, kasowanie komentarzy jest passe. Autorko rozczarowalas. Krytykujesz ale sama krytyki nie znosisz.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Dziwna historia o upiorach z latarnią w kształcie piwonii" - wpis poświęcony temu utworowi chciałbym skomentować.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.