:::: MENU ::::

sobota, 4 czerwca 2016


Pokój światów zrobił swego czasu furorę, pozgarniał nagrody i przyniósł Pawłowi Majce zasłużony tytuł jednej z najjaśniejszych, wschodzących gwiazd polskiej fantastyki. Genius Creations położyło łapę na debiucie, którego pozazdrościć może wydawnictwu konkurencja. Tymczasem ludzie, pytani co to właściwie jest ten Pokój światów poczynają mamrotać pod nosem coś o Marsjanach, I wojnie światowej i mitach, aż potencjalnie zainteresowanemu mina rzednie, zmieniając się stopniowo w uprzejme "Que?".

Proponuję nowy sposób mówienia o Pokoju światów. Książka robi to, co robią wszystkie książki Ćwieka, tylko nie ogranicza się do najbardziej znanych elementów popkultury, jest lepiej napisana i oparta na znanym z westernów schemacie mściciela o czarnym sercu, ale za słuszną sprawę.

Są setki pozycji na tym świecie, które mają grupę odbiorców zależną od stopnia znajomości pewnych tropów kulturowych. Pokojowi, chociaż żongluje tymi właśnie tropami, udała się sztuka rzadka - jest dla wszystkich. Dla tych, co zobaczą każde, najmniejsze nawiązanie do jakiegoś dzieła; dla takich jak ja, co wychwycą tylko niektóre; wreszcie dla takich, którzy na widok fragmentu z Faraona zamrugają tępo oczętami i będą czytali dalej. Bowiem całą tę dziką żonglerkę poematami, powieściami, mitami, legendami i wierzeniami wpleciono wprost w konstrukcję świata przedstawionego. Nic się nie stanie, jeżeli czegoś nie zrozumiemy - tak jak to nic nie szkodzi, że przeczytamy Władcę Pierścieni bez znajomości historii Shire.

Majka nie ograniczył się do stworzenia uniwersum nie tylko szalenie pomysłowego, ale i intertekstualnego do potęgi. Uszył także fabułę, gnającą ochoczo naprzód, ze zwrotami akcji i przygodami. Pokój światów jest w pierwszej kolejności powieścią rozrywkową, dopiero w drugiej studnią nawiązań bez dna. Znalazło się i miejsce dla dramatycznych relacji między postaciami, a na pierwszy plan wysuwa się tu prawdopodobnie nasz mściciel Kutrzeba i mieszkająca w nim Zmora, upiór który nie pozwala żądzy zemsty zgasnąć. Od suchego, utylitarnego podejścia, ta dwójka bohaterów dryfuje powoli w stronę przedziwnej, niezdefiniowanej relacji, która oddaje ogromną obcość, jaką ma w sobie wiele relacji międzyludzkich, gdy nikt się nie kwapi do rozmowy na ich temat. Przy czym, mam wrażenie, o ile postaci męskie są u Majki zróżnicowane i często zabawne, tak kobiece stanowią w mniejszym lub większym stopniu uosobienie tajemnicy. Zmora, Cyganka, boska córka Wanda - każda z nich ma swoje nieprzeniknione sekrety, każda ma moc, motywuje nimi nie chłodny rozsądek, nie emocje nawet, ale coś, co dla autora zdaje się nieprzeniknioną siłą, której nie chce zgłębiać. Bądź jest po prostu zgrabnie ukrytym Imperatywem Narracyjnym.

Powiedzieć o Pokoju, że to mocny debiut, to trochę obraza. Książka jest bardzo dobrą fantastyką. Nie jest to klasa powieści, które mimo że wywodzą się z jakiegoś gatunku, mogą stawać w szranki na ogólnym polu literatury, lecz rozrywka dla miłośników. Zarówno dla tych, którzy łakną czegoś inteligentniejszego, jak i tych, którym do szczęścia potrzebna szybka akcja.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.