:::: MENU ::::

środa, 1 czerwca 2016

Prawdopodobnie nie ma się czym chwalić. Ludzie biegają teraz masowo. Do trzech odlicz, trzeci to biegacz. Pokonują trasy dłuższe, z większą rzetelnością niż ja i na pewno nie wyszukują najdurniejszych nawet powodów, by zamiast biegania robić pompki czy coś w tym rodzaju.

Jestem, szczerze mówiąc, sceptykiem zdrowożywieniowofittrendu, jaki ostatnio święci tryumfy w całej Polsce. Och, na zachodzie Europy oczywiście jest jeszcze zdrowiej i bardziej sportowo. Ruch popieram całym sercem - sama nie korzystam z samochodu i jeśli gdzieś mogę dojść pieszo, to idę pieszo. Ale też marsz wydaje mi się najstosowniejszym sposobem przemieszczania się. Na pewno nie bieganie. Bieganie jest, w swej istocie, durne, o ile nie goni nas stado głodnych drapieżników.

Niemniej zaczęłam biegać i nawet jakoś mi ten ruchowy tryb życia idzie. Biegać co prawda już przestałam - za ciepło mi przy obecnych temperaturach - ale ćwiczę w domu i staram się nie doprowadzić do paranoicznej sytuacji, gdy człowiek samochodem przemieszcza się od basenu na fitness. To nieźle, bo w liceum ani na studiach bieganie mi nie szło, ni cholery. Teraz natomiast jest... łatwo.

Nie mam żadnej motywacji. Nie chcę schudnąć, zresztą ruch zwiększa apetyt, więc co to za metoda na chudnięcie. Nie muszę, szczerze mówiąc, być silniejsza, a moja praca jest tak statyczna jak tylko statyczna może być praca. Czuję się tak samo źle, gdy się ruszam jak gdy się nie ruszam, a tuż po ruszaniu to nawet gorzej, bo ćwiczenia mnie męczą.

Moja teoria jest taka, że generalnie, gdy idziemy do pracy, najgorszą część życia mamy już za sobą. Stresy testowe, maturalne, egzaminacyjne, sesjowe, dziki burdel uczelni państwowych, upokarzające wysyłanie CV i czołganie się od rozmowy na rozmowę. Włącza się rutyna, stres stały i równie rutynowy, codzienne, powolne umieranie. Gdy ćwiczę, myślę o tym, żeby nie wyzionąć z wysiłku ducha, nie o tym, że teraz prawdopodobnie czekają mnie lata wstawania o tej samej porze, pokonywania tej samej trasy i klepania w te same klawisze - dziś tu, jutro może w innej korpo.

Nie, żebym wierzyła, że tak będzie. Budzik niby dzwoni codziennie o tej samej porze, a ja i tak wychodzę zawsze o innej. Nie potrafię i nie łaknę stabilizacji.

Ale jakiś tam strach, że wpadnę w rutynę, jest. To chociaż biegam, bo wtedy o nim nie pamiętam.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.