:::: MENU ::::

czwartek, 16 czerwca 2016


Magię reportaży stanowi to, że nic tak dobrze nie pokazuje obrzydliwości świata, nawet najbardziej wytrawna fikcja literacka. Takie przynajmniej jest założenie, bo niestety pisanie pod tezę nie jest niczym niezwykłym - nawet uchodzący za wzór gatunku Cesarz Kapuścińskiego został po latach skrytykowany za szerzenie kłamstwa.

Temat zakonów i w ogóle Kościoła jest w Polsce niemożliwy do rozsądnego przedyskutowania, może przez dający się odczuć podział społeczeństwa, gdzie z jednej strony kler się wielbi, a z drugiej go nienawidzi. Każda krytyka, mogąca doprowadzić do pozytywnych zmian w KK, bywa odbierana jako atak na wiarę. Stąd nic dziwnego, że Zakonnice odchodzą po cichu wielu ogłasza tekstem subiektywnym i kłamliwym ze względu na lewicowe poglądy Marty Abramowicz.

Osobiście nie dostrzegłam w reportażu zbyt wiele dziennikarskiej nieścisłości, wręcz przeciwnie, autorka bardzo poważnie wzięła się do rzeczy. Poprzez rozmowy z byłymi zakonnicami uzyskała przekrój ludzkich postaw - są więc na łamach Zakonnice odchodzą po cichu kobiety, które zachowały swą religijność, a są i takie, które wszystko, co w Kościele ważne, odrzuciły precz. Abramowicz rozmawiała też z zagranicznymi zakonnicami - szokująco różnymi od polskich - członkami męskich zgromadzeń oraz zmieściła trochę własnych, subiektywnych opinii, których nie podano jednak jako niepodważalnych faktów. Żałuję i autorka pewnie też, że przełożona jednego z opisanych zakonów nie chciała porozmawiać z dziennikarką, bo przecież miała szansę stanąć w obronie tych miejsc, ocenianych przez byłe mieszkanki jako obozy zniewolenia i ogłupienia.

Obecnie nie mam kontaktu z Kościołem i zmiana wiary nigdy nie była decyzją, której bym żałowała, pamiętam jednak że o tym, o czym napisała Abramowicz, mówiło się tak naprawdę zawsze. Przynajmniej w Polsce dobrze być zakonnikiem i zgłębiać teologię; będąc siostrą, można najwyżej prać i zamiatać. Nie jest to również niestety odległe od modelu społeczeństwa, jaki nieustannie w trosce o płodność swych owieczek głoszą biskupi i księża, przynajmniej niektórzy.

Reportaż nie jest jednak tylko suchym zbiorem faktów, ale literaturą, a Zakonnice odchodzą po cichu czyta się naprawdę dobrze. Książka jest bardzo krótka i trudno uznać ją za wnikliwą analizę tematu, to raczej kamyczek, który prawdopodobnie nie wywoła lawiny, a szkoda.

Myślę że warto Zakonnice odchodzą po cichu przeczytać, tym bardziej warto, im bliższe ma się kontakty z Kościołem. Dla antyklerykałów nie będzie to nic innego jak kolejny bicz na wroga, dla osób które od religii odeszły sprawa nie wydaje się tak ważka, ot, kolejna patologia w naszym kraju. To ludzie bliscy KK mają szansę zweryfikować prawdziwość słów Abramowicz, a może także dostrzec któryś z opisanych problemów, by spróbować zmienić coś na lepsze.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.