:::: MENU ::::

poniedziałek, 25 lipca 2016


Pierwsza moja dziecięca, literacka próba to wariacja na temat przygód Jamesa Bonda. Mój Bond był psem husky, zakochanym w rudej jak płomień seterce irlandzkiej, z kotem-skrytobójcą u boku. To, czego papier nie przyjął za dobrze, świetnie przyjmuje internet w komiksowej formie. O przygodach rozmaitych zwierząt powstała niejedna fabuła. Asmundr jest jedną z takich opowieści. Tak jak dawniej Syndra and Zed's Ordinary Life, wciągnął mnie niesamowicie, kradnąc dwa dni życia.

Opowieść ma swoje wady i generalnie widać, że jest to amatorski projekt. Przede wszystkim, fabuła rozrasta się mocno niekontrolowanie. Z prostej historyjki o przetrwaniu sfory w sytuacji zagrożenia wyłania się świat o skomplikowanej mitologii, zamieszkany przez wiele gatunków, ras i rodzajów. Postaci z prostych, archetypicznych ról, wyrastają na złożone moralnie i psychologicznie kreacje, a całość rozciąga się na czas życia dwóch pokoleń.

Sfera graficzna zmienia się bardzo wyraźnie i pierwsze kadry nie mają szans w starciu z ostatnimi. Komiks jest jednak sukcesywnie odświeżany przez autora i chociaż nawet w późniejszych obrazach można dopatrzeć się drobnych błędów, nie są one wcale gorsze niż w wielu komercyjnych projektach.

Tym, co bardzo mi się w Asmundrze nie podoba, jest jednak podejście twórcy do odbiorców. Chociaż może mniej dotyczy to Asmundru, a bardziej jego kontynuacji, zatytułowanej Home. Autor otwarcie narzuca interpretacje poszczególnych stron, nie toleruje odmiennego spojrzenia na sprawę i mocno fiksuje się na wątku gejowskim, który jest zwyczajnie nudny. Przez jakiś czas z niecierpliwością czekałam na kolejne strony Home, publikowane na dA, ale nieregularność ich publikowania, podejście twórcy i rozwleczona fabuła skutecznie mnie zniechęciły.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.