:::: MENU ::::

sobota, 16 lipca 2016

Znaleziona niedawno na "Lubimy czytać" recenzja prozy Kuby Ćwieka zabiła mi ćwieka. Chodzi o ten TEKST O GRIMM CITY. Przy czym nie mam zupełnie problemu z odczuciami autora odnośnie lektury czy nawet ze stroną merytoryczną. Chodzi mi o to jak ten kawałek publicystyki jest napisany.

LC to ogromny portal, świetna idea, mekka amatorskich odbiorców słowa pisanego. Już dawno nie służy tylko do porządkowania biblioteczek, stało się także serwisem tematycznym, w którym publikuje się liczne artykuły oraz... recenzje. Stylizowane na poważne, oficjalne recenzje.

Moja tolerancja w zakresie braku poprawności językowej na blogach jest zasadniczo duża. Ale czy LC naprawdę nie stać na korektorów? Czy nikt ich tekstów nie betuje?


W uniwersum Ćwieka są kimś w rodzaju ewangelistów Bajarza, którego autor czyni kimś w rodzaju Chrystusa w swoim świecie.
Mieszkańcy Grimm City nie potrzebują wulgaryzmów, żeby pokazać mroczną stronę natury.

To są dwa autentyczne cytaty z recenzji. Pierwsze zdanie, nie dość że niezgrabne, to z paskudnym powtórzeniem. Drugie, w którym "mroczna strona natury" przywodzi na myśl Melmana z Madagaskaru, który z kiścią zielska na głowie krzyczy: "Natura! Natura napadła na mnie!".

Jest mi ogromnie szkoda, że serwis, który przecież realnie kształtuje młode pokolenie czytelnicze, robi to w sposób tak koślawy. Mam wrażenie, że podane wyżej przykładowe błędy są łatwe do znalezienia - gdyby tylko ktoś poza autorem na tekst raczył rzucić okiem. Nie jest to jedyny grzech publicystyki z LC, która ogólnie dąży do lekkiej, łatwej i przyjemnej skrótowości. Tym bardziej żal, bo jednocześnie zdarza jej się poruszać ciekawe tematy.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.