:::: MENU ::::

sobota, 6 sierpnia 2016

Jestem dobra w dążeniu do celu i osiąganiu celu, ale gdy tylko go osiągnę, tracę zapał natychmiast. Sycenie się chwałą nie leży w mojej naturze. W mojej naturze leży stawianie przed sobą ciągle nowych wyzwań. Odhaczam kolejne pozycje i dokonują radykalnych zmian w życiu, i taki czas chyba właśnie dla mnie nadszedł.

Piszę od dziesięciu lat. Jako "piszę" mam na myśli - codziennie wklepuję w edytor tekstu co najmniej tysiąc znaków. Tempo zwalnia mi coraz bardziej, a ostatnio spadło do zera. I chociaż takie okresy długich przerw już miałam, tym razem czuję, że coś się skończyło.

Odkąd ukazał się Zmącony strumień mam poczucie, że przekroczyłam granicę, do której zawsze chciałam dotrzeć. Napisałam naprawdę dobre opowiadanie. Ludzie na Twitterze, Facebooku i na moim mailu je doceniają. Są i tacy, którzy wytykają jego braki - pewnie mają rację, ale nic mnie to nie obchodzi. Kocham ten tekst. To jest tekst, jaki zawsze chciałam napisać.

Tak - czuję, że osiągnęłam to, co osiągnąć chciałam. Znalazłam też wydawcę dla książki i muszę przyznać, że po trwającej co najmniej rok radości i poczuciu, że teraz to dopiero się rozkręcę, zostałam tutaj, ciągle bez wydanej powieści, za to solidnie zniechęcona.

Słuchajcie, ja właściwie nie wiem, co się z tą książką dzieje. Była redakcja, rzecz miała iść do korekty, nie było korekty, rzecz miała wyjść w kwietniu, wakacje, na jesień, na początku roku, w marcu, w sierpniu, nie, nie, redaktor zwalił robotę, redagujemy jeszcze raz, będzie w sierpniu... miałam ogromnego pecha? Jakoś czytając perypetie wielu innych osób w to nie wierzę, po prostu w wielu przypadkach wydawcy nie dojrzeli do poziomu uczynienia relacji wydawca-debiutant układem biznesowym, a nie dominująco-uległym. A ja wcale nie mam poczucia, że ktoś mi robi łaskę, wydając efekt mojej ciężkiej, wieloletniej pracy, pracy, której nie lubię, bo o ile pisanie sprawia mi radość, o tyle niezbędne poprawianie tego, co napisałam już wcale nie. Takie bujanie się nie jest dla ludzi, których pracę gdzie indziej się ceni - a ja tego właśnie, cenienia mojej pracy i układu biznesowego z pracodawcą zakosztowałam dzięki swojemu wykształceniu. Nie pójście na literaturoznawstwo, które miało mi pomóc w mojej pasji pisania, było najlepszą decyzją, jaką podjęłam w życiu, bo teraz nędzny byłby mój los!

Z drugiej strony, współpracuje mi się znakomicie z NF, gdzie wszystko jest jasne, klarowne, czytelne i sprawne, takie akurat w moim stylu - bach, przyjęte, bach, redakcja, bach, idzie do druku. Dziękuję, oto czek. Opowiadania lubię i mniej z nimi nudnego czytania w koło macieju tego samego, więc może kiedyś się zbiorę i coś jeszcze skrobnę. Czy do powieści wrócę, nawet tych, które skończone leżą na moim dysku? Nie wiem. Ja te historie już w końcu opowiedziałam - sobie. Opowiadanie ich innym było dla mnie zawsze drugorzędne, a najwyraźniej podaż jest wystarczająco wysoka, by początkujących autorów zlewać, czego doświadczać nie mam ochoty.

Nie wiem, co będzie z blogiem, bo z jednej strony jest dla mnie cenny i rozwijający, z drugiej - teraz interesuję się zgoła czym innym. Przestaję czuć potrzebę, żeby opisywać, wolę zacząć przeżywać. Wpisy "na zapas" mi się pokończyły, w moim pokoju jest gorąco jak w piekle i czytam sobie bez pośpiechu, w drodze do miejsc, gdzie zagłaskuję na śmierć cudze psy (żartuję, psy w większości wcale nie chcą być głaskane przez obcych). Żadnych mostów nie palę, ale w najbliższym czasie można spodziewać się przestoju.

29 komentarzy:

  1. Każdy był kiedyś debiutantem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle że chyba są osoby, którym zależy bardziej niż mnie, żeby przestać nim być. I tym samym więcej zniosą. ;D

      Usuń
  2. Smutna sprawa, ale z łamaniem pióra bym poczekał, bo może reakcje czytelników wynagrodzą ci perypetie z wydawcą. Bo przecież opisujesz po prostu straszliwie niekompetentnego wydawcę, nie ma tu twojej winy.
    Ciekawe, że on ma dobrą opinię... jak widać, wszelkie problemy zamiatane pod dywan. Do twego wpisu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawca zasłużył sobie na dobrą opinię otwarciem na debiutantów i wypuszczaniem dobrych książek, ale fakt faktem, komunikacja na linii wydawca-autor to jedno wielkie nieporozumienie, a przynajmniej tak jest w przypadku "Pieśni". Też jestem zdziwiona, że nikomu innemu zdaje się to nie przeszkadzać.

      Usuń
    2. Być może przeszkadza, ale brak im odwagi żeby o tym mówić. Tymczasem o takich rzeczach, faktach dotyczących współpracy, mówić należy. Nerwowa reakcja wydawnictwa na blogu Rusnaka IMO żenująca, a same wyjaśnienia brzmią dla mnie raczej jak wymówki. Nawet jeśli druga redakcja jest koniecznością (o ile to prawdziwa przyczyna) to skoro nie została zorganizowana przez tak długi okres czasu to bynajmniej nie świadczy to chyba o profesjonalizmie. O szacunku do autora szerzej nie wspominając. Nie wiem czy miałaś zawarty w umowie termin na wydanie i czy nie wywiązali się z umowy, ale skoro nie wiesz co się dzieje z Twoją książką to coś ewidentnie jest nie tak... Chwalebne otwarcie na debiutantów tego, o czym napisałaś, nie uzasadnia.

      Usuń
    3. Druga redakcja jest / będzie, o czym napisałam: "(...) redaktor zwalił robotę, redagujemy jeszcze raz, będzie w sierpniu..." i wierzę, że jest to prawdziwa przyczyna. Nie doszukujmy się spisków. ;)

      Natomiast fakt, że dowiedziałam się o tym późno i stanu zaawansowania tej redakcji nie znam.

      Usuń
    4. Spisku się w ogóle nie doszukuję, natomiast dziwią mnie tak znaczne opóźnienia. Poza tym, przecież redaktorów się testuje przed nawiązaniem współpracy, a tu wygląda na to, że redakcja jest przyczyną wielomiesięcznych opóźnień w więcej niż jednym przypadku.

      Usuń
    5. Mario, z Twoich wypowiedzi wynika, że nie uczestniczysz w redakcji (redakcjach) swojej książki. Jak to możliwe? Zawsze mi się wydawało, że redaktor pokazuje palcem słabe fragmenty, sugeruje sposoby ich poprawienia, ale ostateczne zmiany wprowadza sam pisarz. A tu chyba jest inaczej. Chyba że coś źle rozumiem.
      BS

      Usuń
  3. Maria, trzeba trafić na wydawcę, który wywiązuje się ze zobowiązań wobec autora. To wszystko. Jestem zaskoczona tym wpisem, bo na empik.com Twoja Powieść jest w przedsprzedaży.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem o tym i głównie to mnie sprowokowało do opisania jak stan prac nad "Pieśnią" faktycznie wygląda z mojej perspektywy. Bo nie wiem, co musiałoby się stać, żeby faktyczna premiera pokryła się z tą podaną na empik.com.

      Usuń
    2. No to, mówiąc delikatnie, będzie lekka wtopa, bo ludzie zamawiają książki w przedsprzedaży. Na twoją trafiłam przez przypadek, kiedy robiłam zamówienie na kilka przedpremierowym pozycji.

      Usuń
    3. Należy pamiętać, by nie popełnić wtopy i nie kupić książki pani Błądek! :)

      Usuń
    4. Bądź dobrej myśli. Jeszcze trochę czasu zostało :). W końcu już tyle czekasz,a to ostatnia prosta.

      Usuń
  4. No trzeba mieć trochę szczęścia, ale IMO każdy dobry tekst się przebije.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej się nie przejmować "kiedy", tylko pisać coś nowego i w międzyczasie strać się wydać powieść gdzie indziej.

      Usuń
  6. Rozumiem Twoje rozgoryczenie, bo pamiętam, że byłaś w planie wydawniczym GC niemal od samego początku - już wtedy, kiedy ja dopiero wysyłałem do nich Haxerlina, czyli dobre trzy lata temu... Jestem po lekturze "Pieśni" (miałem napisać blurba - napisałem) i apel do potencjalnych czytelników: hej, warto czekać, bo to dobra rzecz :) Książka zapewniła mi parę dni satysfakcjonującej rozrywki. Mam nadzieję, że opublikują Cię jak najszybciej, bo czekanie w nieskończoność boli. GC jest świetne, ale "ostateczne terminy" to ich bolączka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brzmi to strasznie patetycznie, ale cieszę się, że to będziesz Ty. xD

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że z NF wszystko idzie czysto. Jeden z moich tekstów spotkał się ze sporym wahaniem redaktora (na 2 miesiące status "może"). Po wstępnych poprawkach info zwrotne "bierem" i to było... we wrześniu. Rok temu. Od tego czasu publikacja jest przesuwana. Będzie w 2016 blisko środka, nie, nie, będzie na jesień, a nie czekaj, raczej na 2017 się skończy... Ot, z jedną rzeczą miałaś farta, a z inną pecha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W NF puściłam trzy teksty i wszystko poszło gładko, natomiast nie zamierzam w żaden sposób zadawać kłamu Twoim słowom. Opisuję własne doświadczenia, nie uważam, że mam monopol na prawdę. Szkoda, że u nich też się takie rzeczy dzieją, mnie się - odpukać - nie zdarzyły.

      Usuń
    2. Ponoć wynika to z miejsca w numerze i tematyki. Ale znam jeszcze dwóch kolesi - jeden czeka na publikację już prawie 2 rok, drugi poszedł w 2 miesiące, oba przypadki dotyczą FWS. U ciebie to wygląda raczej na pecha... Przyznam, że obserwuje wyjście "Pieśni..." i chyba już trzy razy molestowałam o nie wydawnictwo ;) Nie traktowałabym tego jednak jak reguły, tak jak sytuacja z NFem.

      Usuń
  9. Przeczytam w weekend Zmącony strumień i powiem Ci, czy masz jeszcze pisać. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Książka Izy Korsaj też miała być wydana już jakiś czas temu przez Genius Creations, bodajże w marcu. Podobno przyczyną opóźnienia jest zmiana redaktora, przynajmniej tak wynika z wpisu autorki na fb.

    OdpowiedzUsuń
  11. Coś dużo tych problemów z redakcjami :) według wpisów Dobkowskiego na blogu Rusnaka to wręcz jakaś Apokalipsa, zaraźliwa choroba autorów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedziałabym tam, ale po pierwsze, muszę Briana wybiegać, po drugie formułowane tam wypowiedzi odleciały w kosmos od mojej notki, po trzecie jazdy personalne (notabene niezbyt w punkt) nie nadają dyskusji szczególnie miłego tonu.

      Usuń
  12. Nie bardzo rozumiem jak autor może nie wiedzieć co się dzieje z jego książką. Wydawca nie odpowiada na pytania, unika z Tobą kontaktu? Jeśli tak, chyba możesz na tej podstawie rozwiązać umowę?
    Ciekawi mnie jeszcze czy jesteś zadowolona z pierwszej redakcji?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  13. Drodzy Czytelnicy.

    Z dwóch (słownie: dwóch) zdań, dotyczących chaosu informacyjnego między mną a GC (bo cała reszta akapitu jest refleksją ogólną, wynikającą a jakże - z rozgoryczenia) rozkręciła się afera na dwa różne blogi i prawie trzydzieści komentarzy. Jest mi trochę przykro, że jak piszę recenzję przez dwie godziny, to nie zasłużę sobie nawet na "Fajne, obejrzę".

    Dla tych, którym problem sprawiło doczytanie - "Pieśń węży" jest w drugiej redakcji, to się zgadza, ale nie mam pojęcia, na jakim jest ona etapie, czy w ogóle się zaczęła i kiedy się skończy. Prosiłabym nie dopowiadać sobie nic innego.

    Wszystkim, którzy uznali, że potrzebuję:
    - wsparcia emocjonalnego;
    - porad prawnych;
    - rozmawiania, jaki to wydawca jest zły;
    serdecznie dziękuję za troskę i proszę o zaprzestanie pisania do mnie na maila, priv i co tam jeszcze. To jest notka, informująca o tym, że niewiele mogę powiedzieć o faktycznej dacie premiery "Pieśni węży", że blog będzie zawieszony na jakiś czas i że nowe teksty mogą się szybko nie pojawić. Zdaję sobie sprawę, że wyrażenie opinii na temat współpracy z konkretnym wydawcą (zwłaszcza takim, z którym współpraca jeszcze trwa) wygląda w oczach niektórych szokująco, ale jest wyrażeniem opinii, a nie wypowiedzeniem wojny. Szkoda, że post w założeniu informacyjny, posłużył najwyraźniej niektórym za oręż w ich osobistych krucjatach.

    Komentarze zamykam z nadzieją, że się zrozumieliśmy.

    OdpowiedzUsuń