:::: MENU ::::

niedziela, 21 sierpnia 2016

Po tegorocznym, nieudanym Pyrkonie, na Polcon pojechałam w zasadzie tylko dlatego, że odbywa się stosunkowo blisko (Wrocław) i przyjęto współprowadzony przeze mnie panel o Warcrafcie. Czas wypełniło mi szykowanie się do tegoż oraz krążenie po stoiskach. Spędziłam we Wrocku cały dzień i na tej podstawie stwierdzam, że konwent zdecydowanie przywrócił mi nieco wiary w fandom za sprawą klimatu, który pamiętam ze swoich pierwszych wyjazdów na festiwale fantastyki.

Znak rozpoznawczy: latający różowy jednorożec

Ludzie

Zawsze jest raźniej, gdy jedzie się z kimś albo spotyka na konwencie fajne towarzystwo. To ostatnie było umiarkowanie możliwe przy tak krótkiej bytności na Polconie, ale i tak spotkałam trzy nowe osoby, hej! I każdą z nich nazwałabym przesympatyczną.

Drugie spostrzeżenie - ludzi było mało. Zarówno stoiska wystawców, retrogralnia, jak i games room świeciły pustkami. Nabite były za to sale prelekcyjne i bardzo fajnie, że zjawiło się towarzystwo zaciekawione tym, co mają do powiedzenia twórcy programu. Niby Polcon nie jest tak masowym konwentem jak Pyrkon... a jednak trudno nie dostrzec korelacji między niewielką liczbą konwentowiczów i kosmiczną ceną wejściówki.

Miejsce

Największą wadą Hali Stulecia jest... fakt że znajduje się tak daleko od dworca. Prelekcja nam się przeciągnęła i gdyby nie szczęśliwy zbieg okoliczności (tramwaj spóźnił się dość solidnie), mogłybyśmy nie zdążyć na pociąg. No bo niby zawsze są własne nogi, jednak błądzenie po Wrocławiu średnio mi się uśmiechało.

Tym bardziej, że Wrocław jest o wiele fajniejszym miastem w opowieściach niż "na żywo". Szczerze mówiąc, nie podobał mi się strasznie. Dawno też nie spotkałam równie antypatycznych ludzi jak w tamtejszych tramwajach - od wścibskich spojrzeń, przez pięćdziesięcioletnią panią cierpiącą na tajemniczy "ból nogi", po cyrk ze zganianiem chorego dziecka z siedzenia przez jakąś wredną jędzę.

Dworzec we Wrocku też się nie zapisał mi w pamięci jakoś wybitnie, bo niby jest ładny, ale biedny. Toalety miałam wątpliwą przyjemność zwiedzić kiedyś, przelotem, ale godzina była późna i nie gromadził się tam dziki tłum - pamiętam jedynie, że je bardzo wcześnie zamykają. Bieltomatów brak. Nawet zjeść nie ma czego, jak ktoś nie toleruje najbardziej chamskich fast foodów. A zważywszy, że będąc na miejscu pół godziny przed pociągiem nie zdążyliśmy kupić biletów, pozostał pewien niesmak.

Prelekcja

Udała się bardzo fajnie, w znacznej mierze przez zapał i wiedzę mojej współ-prelegentki (przy okazji zajrzyjcie na jej bloga Kulturalnie nie na temat, niech ma na zachętę) na temat uniwersum Warcrafta. Jak zobaczyłam dziki tłum przed salą to myślałam, że się przewrócę. Ale ostatecznie słuchacze, po pierwszej fali sceptycyzmu na widok dwóch raczej mało gamersko wyglądających lasek z różowym latającym jednorożcem, okazali się bardzo wdzięczni. Byli tacy, co świat WoWa znali na wylot i byli newbie, było w sumie dużo dziewczyn, byli oddani fani słuchający z zapartym tchem i ludzie o cennych spostrzeżeniach, ba, miałyśmy nawet własnego Filipa z Konopii, który chyba uznał, że hejtujemy film. Zabrakło nam jedynie... czasu. ;)

Sprawy organizacyjne

Może kazanie gżdaczom płacić za pracę to jednak kiepski pomysł, a może coś innego poszło nie tak, ale na moje oko - gżdaczy było niewielu. Salek nikt nie pilnował, dla prelegentów nie było wody mineralnej (!), musiałam się trochę naszukać, zanim ktoś nam pomógł ze sprzętem. Sprzętu nikt nie wyniósł - na szczęście.

Z zupełnie niepojętych dla mnie względów - toalet damskich było mniej niż męskich (część tych pierwszych zastawiono...).

Nietrafionym pomysłem okazało się również rozdzielenie punktu sprzedaży wejściówek i wydawania przewodników konwentowych. To znaczy, pomysł może był dobry, ale wypadałoby, żeby przy otrzymaniu wejściówek dostać jakiś maleńki tip, że po przewodnik, gazetkę i książeczkę z opisem programu warto skierować się gdzie indziej. A tak - znalazłam je, szukając szatni, której niby nie było, ale była, bo dało się rzeczy zostawić w informacji i nikt ich nie wyniósł.

Podsumowanie

Ogólne wrażenia? Polcon miał klimat, przygotowanie do prelekcji wypełniło mi czas, spędziła dzień owocnie i "zciaprałam" się tak jak lubię. Brak tłumu stanowił dla mnie ogromny plus, zjazd food tracków tuż obok zapewnił dostęp do urozmaiconego jadła. Ogólnie rzecz ujmując, jestem zadowolona, a to najważniejsze.

1 komentarz:

  1. I super. Też latałam z panelu na panel, raz było lepiej, raz gorzej, ale ogólne wrażenie - bardzo pozytywne.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.