:::: MENU ::::

poniedziałek, 26 września 2016


Ostatnio przez media przetacza się ideologiczny walec w związku z aborcją. Chociaż staram się dbać o swoje zdrowie i nie wdawać w dyskusje z pro-lajfowcami, którzy w moim odczuciu pod względem intelektualnego wyzwania plasują się gdzieś na poziomie ameby, czasami coś mi się uleje. Już kilkakrotnie natknęłam się też na to, że jakiś obrońca zarodków, nie umiejący odróżnić na tym etapie rozwoju psa od kury a kury od człowieka, oburzał się, że wcale nie jest przesiąknięty ideologią polskiego katolicyzmu, bo nie tylko polski katolicyzm, ale i inne religie podobnie patrzą na aborcję, na przykład buddyzm.

Uprzejmie proszę w tym miejscu, żeby pro-lajfowcy, jeśli jacyś to czytają, raczyli przestać wycierać sobie mordę moją religią. Całe ich powoływanie na buddyzm jest wstrętną manipulacją albo objawem kompletnego braku zrozumienia.

Zacznijmy może od podstaw. Buddyzm zgadza się z pro-lajfowcami w tym jedynie, że życie ludzkie zaczyna się od momentu poczęcia. Aborcja jest zatem czynem niewłaściwym. Z drugiej strony natomiast buddyzm uznaje aborcję za słuszną w kilku konkretnych przypadkach i dopuszcza ją w sytuacji, gdy niedokonanie aborcji wiąże się ze zwiększeniem cierpienia. Te przypadki to: prawdziwe zagrożenie życia kobiety, możliwe zagrożenie życia kobiety, gwałt oraz sytuacja gdy kobieta będzie musiała oddać dziecko, które kocha, na przykład z powodu swojej choroby psychicznej. W niektórych miejscach pokrywa się to, a w innych nie pokrywa z kompromisem aborcyjnym - ale na pewno dalekie jest od całkowitego potępienia aborcji!

Można argumentować, że w pismach buddyjskich, zwłaszcza tybetańskich, są nauki zakazujące aborcji. Tutaj często przytacza się termin bardo, w sposób, który dość jasno mówi, że przytaczający nie ma zielonego pojęcia, o czym bredzi. Nie ma to wielkiego związku z tematem, pokrótce wyjaśnię więc tylko, że bardo - chociaż opisuje stan - można uznać za pewien etap istnienia w danym wcieleniu. Pierwsze shinay bardo zaczyna się od momentu umiejscowienia w łonie matki (nie od momentu poczęcia, więc z czym w zasadzie do ludzi?). Nie o tym jednak chciałam - ale o naukach. 

Generalnie przyjmuje się, że pisma buddyjskie, chociaż pisane przez osoby oświecone, nie mają statusu "świętych" i "nieomylnych". Jest to zapis prawd, dostosowany do możliwości odbiorców. Stąd nieustannie ulega on reinterpretacjom i rozszerzeniu w dostosowaniu do dzisiejszej percepcji. Dlatego znaczenie Dalajlamy jest tak doniosłe - ponieważ wskazuje on obowiązującą, "dzisiejszą" interpretację nauk. Buddyzm, w przeciwieństwie do chrześcijaństwa bądź też niektórych jego nurtów, nie lęka się konfrontacji z nauką oraz zmieniającą przez nią rzeczywistością. Gotów jest nieustannie poszukiwać właściwego odcienia swojej prawdy, nie trzyma się jednego wybranego.

Buddyzm nie ma również czegoś takiego jak "zaniechanie działania". W katolicyzmie dobro i grzech leżą na praktycznie biało-czarnej płaszczyźnie. Widać to już w formułowaniu przykazań, które nakazują nie czynić pewnych rzeczy. Niewiele mówią o tym, co czynić należy. Dlatego też pro-lajfersi i zagorzali katolicy nie widzą nic złego w narodzeniu się dziecka i pozwalaniu na jego powolną, bolesną śmierć. Z kolei uśmiercenie takiego dziecka przedwcześnie jest złe. W tej samej sytuacji buddyzm mówi jednak, że liczy się kontekst - aborcja jest zła, ale zaniechanie działania w przypadku wielkiego cierpienia również jest złe. Powinna to być indywidualna decyzja człowieka, na które zło się decyduje. Pamiętam, że pewien pro-lajfers próbował kiedyś zagiąć mnie następującym pytaniem: Jeżeli musisz zabić człowieka, by ocalić przed nim człowieka, która opcja jest zła, a która dobra? Odpowiedź z punktu widzenia buddystki brzmi: Obie opcje są złe.

Należy zauważyć, że w buddyzmie nie chodzi o to, aby uniknąć zła, bo jest to po prostu niemożliwe. Chodzi o osiągnięcie wyzwolenia. Katolicyzm nabija plusy i minusy, czasem zerując wynik luksusem spowiedzi. Uznaje, że patrzenie na powolną śmierć jest okej. I może sobie uznawać, cokolwiek chce, tak jak pro-lajfersi. Tylko niech żadna z osób, która uważa że zmuszanie dziecka z infekcją całego organizmu i gnijącym mózgiem do umierania przez kilkadziesiąt godzin w towarzystwie patrzących na to rodziców nie obciąża ich karmy, nie posiłkuje się przy tym cudzymi poglądami, których nawet nie rozumie. Tylko o to proszę.

Tak, jestem pro-choice.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.