:::: MENU ::::

niedziela, 18 września 2016

Zaczęło się przypadkiem. Że Ojca chrzestnego kiedyś przeczytam, wiedziałam zawsze, to wszak klasyka, której wstyd nie znać. Jakoś jednak nie ciągnęło mnie do tematu mafii. Grałam w grę i zdawało mi się, że tyle wystarczy, mam dość na zawsze. Tymczasem Puzo ze swoim dziełem zaszedł mnie niejako od tyłu. Znudzona porannym joggingiem, postanowiłam zdobyć jakiegoś audiobooka, którym okazał się właśnie Ojciec chrzestny.


Wsiąknięcie

Głos Janusz Gajosa zabrał mnie do Ameryki, gdzie sprawiedliwości próżno szukać w sądach, więc idzie się po nią do mafii - przynajmniej będąc Włochem. I chociaż szybko zarzuciłam słuchanie audiobooka na rzecz wsłuchiwania się w przyrodę, równie szybko ściągnęłam z półki egzemplarz Ojca chrzestnego, by zanurzyć się głębiej w krainę surowych i skomplikowanych zasad wdzięczności, jakie kierują amerykańskimi mafioso.

Co takiego jest w tej książce, że po prostu wciąga? Przypuszczam, że dwie rzeczy - świetna akcja, połączona z brakiem pośpiechu. Z jednej strony Puzo napisał bowiem powieść sensacyjną, która niczym dobre kino akcji nie daje nam odsapnąć. Tutaj każda scena ma znaczenie dla fabuły, z każdej może coś wyniknąć.

A z drugiej strony, nie uświadczymy tutaj pośpiechu, gonitwy za "dzianiem się", która jest zmorą współczesnej literatury rozrywkowej. Puzo nie goni zajączka, byle by każdą kartkę umazać krwią i dymem z broni palnej. Kreuje nastrój i kreuje postaci, opisując powoli i starannie świat żyjących poza prawem Sycylijczyków na emigracji.

Grzechy ojców

W Ojcu chrzestnym nie da się nie dostrzec pewnej starej prawdy, która przewija się ostatnio w literaturze często, choćby w Rodzie Strzeszewskiego czy dość głośnej Skórze Morrison. Człowiek w minimalnym stopniu kształtuje sam siebie, w o wiele większym odpowiadają za to rodzice. Zasługa w tym zapewne zarówno genów (w końcu dziedziczymy charakter, przynajmniej w pewnym stopniu), jak i wychowania, a potrzeba naprawdę wielkiej siły, żeby tym czynnikom chociaż trochę się oprzeć. Opór całkowity możliwy nie jest.

Interesujące w dziele Puzo jest to, że właśnie chłopak, który próbował się od swego ojca odciąć - Michael - zostaje ostatecznie jego następcą, nowym Ojcem Chrzestnym. To on odziedziczył niezbędne do tego cechy charakteru, ale długo sprzeciwiał się swemu przeznaczeniu. Przepadł jednak z kretesem w dniu, kiedy uczynił pierwszy krok w ślady ojca, nie było już dla niego powrotu, a później, odkrywając korzenie swej rodziny na odległej Sycylii pogrążył się tylko głębiej.

Jak wielu bohaterów powieści, Michael przechodzi przemianę, ale w jego przypadku jest to przemiana wyjątkowo dramatyczna. Od buntu do pełnej akceptacji, gry na zasadach ustalonych przez kogoś innego, więcej - przyjęcia ich jako własnych.

Obraz romantyczny

Chociaż Puzo opisuje mafię z dokładnością i w stylu kojarzącym się z dziennikarskim fachem, trudno w istocie uwierzyć w prawdopodobieństwo malowanego przez niego obrazu. Zdaje się, że autor popada głęboko w romantyczne wyobrażenie o silnych, powiązanych więzami powinności mężczyznach, którzy przeciwstawiają się niesprawiedliwościom systemu. Nawet, gdy Puzo jest cyniczny i brutalny, jest to cynizm i brutalność, które kojarzą się pod względem estetycznym z Bonnie i Clydem. Nagość jest tu zawsze powiązana z jakimś rodzajem miłości i wręcz tkliwością, morderstwa dokonane rewolwerem mniej są aktem skrajnej brutalności, a bardziej kwestią biznesową, zaś gdy przychodzi do opisywania życia kobiet włoskich, całość w ogóle mocno wstępuje w sferę sacrum.

Lecz chociaż tak maluje się ogólne wrażenie, trzeba zaznaczyć, że Puzo nie wzdraga się przed niczym i opisuje seks oraz zabójstwa w sposób szczegółowy, staranny, niemal pornograficzny. Można tylko zgadywać jak szokujący musiał być Ojciec chrzestny w dniu swego wydania, a dzisiaj wciąż ciężko uznać go za pozycję "grzeczną".

Najlepsza sensacja

Przynajmniej dla mnie, z moim skromnym doświadczeniem w literaturze sensacyjnej, Ojciec chrzestny od dzisiaj dzierży palmę pierwszeństwa wśród powieści tego typu. Puzo stworzył coś pięknego, dzieło po równi popularne, obliczone na pieniądze i skierowane do masowego czytelnika, lecz zarazem pełne walorów literackich, o niebagatelnym znaczeniu dla historii literatury. Nawet mnie, niezbyt zainteresowaną gangsterskimi klimatami, wciągnęła ta lektura i pozostawiła pod ogromnym wrażeniem, co nie zawsze udaje się klasyce.

1 komentarz:

  1. Skusiłam się niedawno na "Ojca Chrzestnego" i nie podobał mi się prawie w ogóle. Początek był w porządku, ale już tak od połowy czytanie szło mi bardzo opornie.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.