:::: MENU ::::

piątek, 16 września 2016


Sausage Party rozreklamowało się ideologią, a jeśli w to nie wierzycie, sprawdźcie okołopremierowe recenzje, które analizują ten film jako obraz buntu przeciw religii czy też szerzej - ideologii, chwalą zawarte w nim przesłanie o zjednoczeniu ludzkości i tak dalej. No nie da się ukryć, to wszystko tu jest. Tak samo jak sól jest składnikiem jajecznicy.

Design is a king

Trzeba przyznać, że w procesie tworzenia supermarketowego uniwersum ktoś miał dużo dobrych pomysłów. Każdy rodzaj żywności ma tu swój niepowtarzalny charakter, znajdujący odzwierciedlenie w prawdziwym świecie. Sceny zjadania żywności są odpowiednio horrorowe, naćpania odpowiednio tęczowe, a pomysł na mroczny dział ze sprzętem kuchennym spodobał mi się bardzo. Jest też trochę niezłych nawiązań popkulturowych.

Wystarczy trailer

Jak to czasami bywa z filmami, które w gruncie rzeczy nie mają do zaoferowania wyjątkowo dużo dobrych scen, najlepsze znalazły się w trailerze także w przypadku Sausage Party. Masakra w oparach mąki, która ma miejsce po zderzeniu wózków oraz sceny (zbyt nieliczne!) zjadania żywności są świetne, tyleż klimatyczne, co zabawne w swym nieskończonym absurdzie.

Rzecz jasna, ani przez sekundę nie ma się wrażenia, że to co oglądamy to akty autentycznej brutalności. Po pierwsze, parówki czy bekon to produkt, który cierpienia żywego stworzenia ma już dawno za sobą. Po drugie, całość jest zbyt kreskówkowa. Do tego stopnia, że na zakończenie, gdy to ludzie zaczęli umierać, miałam wrażenie że oglądam nie całkiem uzasadnioną masakrę. Żywnościowi bohaterowie nie przywiązali mnie do siebie niczym, bym im kibicowała w zarzynaniu szarej masy ludzkiej. To już coś.

Głębia przykryta

Gdzieś w tym całym filmie kryje się jakaś myśl, to znaczy raczej pomysł na myśl, ale ginie pod warstwą humoru, czasami wręcz rynsztokowego. Nie zrozummy się źle, film jest raczej zabawny w rubaszny sposób, ale całe to "wyzwalanie się z ideologii", o którym piano wszem i wobec w praktyce sprowadza się do morału "jeśli odrzucimy bogów, będziemy mogli się ruchać na wszystkie sposoby". Serio.

Oglądało mi się Sausage Party stosunkowo przyjemnie, jednak nie nazwałabym go lepszym niż przeciętna komedia i nie mam ochoty już do niego wracać. W gruncie rzeczy cieszę się, że widziałam go niejako przy okazji, masakrując przy tym pieczarki na pizzę. Chyba w innym wypadku szkoda byłoby mi czasu, poświęconego na seans.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.