:::: MENU ::::

sobota, 8 października 2016


Od chwili, gdy przeczytałam Muzykę sfer niebieskich poszukuję książek, które próbują pożenić ideologię chrześcijańską i science fiction w przekonujący sposób. Dla mnie, osobiście, istnieje na tej płaszczyźnie konflikt, bo jak można połączyć naukę z religią, która tę naukę albo odrzuca, albo interpretuje pod tezę? Jestem jednak generalnie otwarta na każdą możliwą narrację i tak jak Zbrodnia i kara zdołała mną nieco zachwiać, tak czekam aż zrobi to jakieś sf. W myśl zasady "kto jeśli nie Szyda" sięgnęłam więc po Stroiciela ciszy.

Misterium wędrówki

Po Raporcie łotrów, który niewiele oferuje, wzięłam się za drugie opowiadanie, tytułowego Stroiciela ciszy. I chociaż nafaszerowanie rozważaniami o istocie Boga tekstu, z podróżą kosmiczną w tle, trochę męczy, to właśnie ujęcie tej podróży bardzo do mnie przemawia. Główny bohater, Caspar, traktuje swą międzyplanetarną pielgrzymkę jak przeżycie duchowe, a chociaż czyni to w kontekście jednej, określonej religii, takie podejście jest mi bardzo bliskie. Czym innym jest podróż, jeśli nie poszukiwaniem Prawdy? I na jakże rozliczne sposoby można przedstawić tę odwieczną symbolikę!

Religia jako stroik

Dopiero w opowiadaniu Plany na przeszłość dostałam z grubsza to, na co czekałam, to znaczy prawdziwą refleksję na pograniczu nauki i wiary. Posługując się nieco naciągniętymi prawidłami fizyki kwantowej, Szyda zadaje pytanie - czy nauka może dotrzeć do momentu, w którym stanie się szkodliwa dla duszy? Oczywiście, zakłada to zawieszenie niewiary ze strony ateistycznego odbiorcy, ale przynajmniej jest ciekawe.

O wielu innych opowiadaniach nie mogę się podobnie wypowiedzieć, a prym wiedzie tutaj Ciało i krew, które czytałam już kiedyś w NF. Jest to sztandarowy przykład na to jak można wziąć motyw, który wszyscy znamy i zrobić z niego puentę nieatrakcyjnego opka. Ale już we wspomnianych Raporcie łotrów i Stroicielu ciszy łatwo jest dostrzec, że tak naprawdę wiara nie ma tam wielkiego znaczenia. Jest sobie, bo jest, lata gdzieś w sąsiedztwie - ot, tutaj przepisujemy Biblię, a tu macie bohatera, który obok bycia blondynem jest katolikiem (tak naprawdę to nie pamiętam, czy blondynem).


Muzyka vs Cisza

Zważywszy wstęp tej notki, naszło mnie pytanie, która książka tak właściwie jest lepsza - Szydy czy Soleckiego? Oba to zbiory opowiadań (głównie) science fiction, oba starają się znaleźć pomost między nauką i religią. Osobiście bardziej podoba mi się w tej kwestii podejście Szydy, u którego naprawdę widać, że obie te rzeczy mogą iść pod ramię, przynajmniej w pewnym stopniu.

Z drugiej strony, literacko Stroiciela odebrałam tylko trochę lepiej, bo chociaż teksty są w większości przeciętne (nie złe!), to jednak szybko nużą. Ostatnie opowiadania - Osobodante, Drabinę i łańcuch, Fałszerzy - przeczytałam już niejako z przymusu, byle mieć to za sobą. Pozostanę jednak przy standalonach Szydy, takich jak Popiołun, bo lepiej mu wychodzą.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.