:::: MENU ::::

środa, 5 października 2016

Ostatnio Marcin Zwierzchowski użył mocy nekromanty, by wskrzesić stary shitstorm z Sapkowskim w roli głównej. Przyznaję, temat dla mnie jest męczący, ale to dlatego, że im bardziej czytam komentarze oburzonych, tym bardziej przyznaję Sapkowskiemu - którego styl bycia drażni mnie niezwykle poza tym - rację. Ba, piszą do mnie ludzie całkiem inteligentni, z którymi się często zgadzam, żeby o tym shitstormie pogadać, no bo w końcu wszyscy jesteśmy graczami, a tu nam Wieśka obrażajo.

Nierówne starcie

Prawdziwy i pierwszy Wiedźmin jest jeden i to jest ten Wiedźmin, którego napisał Sapkowski, nie ten, którego wciska nam, polukrowanego i posypanego cukierkami, CDR.

Okej, Wiedźmin jest dobrą grą dla tych wszystkich, co kochają napakowane pobocznymi misjami RPG. Ma dobrą grafikę, którą niektórzy jarają się, jakby wyjście na pobliską łąkę o świcie naprawdę było czynem wymagającym śmiałości astronauty. I jak na grę ma kompleksową fabułę oraz bogaty świat.

JAK NA GRĘ.

Bo kiedy postawimy fabularnie grę obok książek to widać wyraźnie, kto tu jest ubogim krewnym i to pomimo faktu, że Saga o Wiedźminie jakaś orgazmiczna pod tym względem nie jest. Wszystko, co najlepsze w kreacji świata i postaci, wzięte jest z książki. Do diabła, nie wmówi mi nikt, że sama fabuła gier jest bardziej interesująca niż wydarzenia z książek, o której postaci z gier rozmawiają.

Sława i mamona

Ktoś powie, że Sapkowski swoją ogólnoświatową sławę zawdzięcza grze, ale to jakby pomija fakt, że gry zawdzięczają Sapkowskiemu... samo swoje powstanie. Teraz to układ, w którym ręka rękę myje, ale należy zastanowić się, czy sama mechanika gry by ją obroniła? Czy w biedniejszym świecie, z gorszymi bohaterami, z mniej kompleksowym tłem Witcher wciąż byłby światowym fenomenem? Nie wydaje mi się, szczerze mówiąc, bo RPG zawsze stało przede wszystkim kreacją uniwersum, a na drugim miejscu dopiero mechaniką.

Poza tym, jakoś nie widzę Tolkiena wstającego z grobu, by podziękować za swój renesans filmom albo Rowling, wdzięczącej się do wszystkich, którzy zaadaptowali jej dzieło. Oznaczałoby to może, że książki Sapkowskiego mają mniej walorów niż Harry Potter? Nie ukrywajmy - i takie argumenty padają, że Wiedźmin to szmelc, a nie porządna fantastyka. Porządna fantastyka nie zawiera zbyt dużo trudnych słów ani postmodernistycznego miszmaszu, porządna fantastyka jest GRYWALNA, bez względu na to, czy jest grą czy nie jest. I oczywiście pod względem GRYWALNOŚCI gra bije literaturę na głowę.


Mam problem

Czytając to wszystko, można odnieść wrażenie, że ja mam jakiś problem z Wiedźminem, znaczy grą, znaczy konkretnie Dzikim Gonem. No i trochę mam. Jak widać powyżej - głównie z ocenianiem gier i książek w tych samych kategoriach, bo to niemożliwe zwyczajnie. Fabularnie gry od CDR nie podobają mi się za specjalnie jak wiele, wiele innych gier. Myślę, że nigdy nie nadejdzie czas, gdy scenariusze gier wygrają z literaturą. Wymagania są inne - z jednej strony rozrywka, z drugiej intelektualizm.

Wiedźmin (książka) nie spodoba się komuś, kto szuka rozrywki.

Wiedźmin (gra) nie spodoba się komuś, kto szuka skomplikowanej historii bez happy endu.

Nawet w tych miejscach, gdzie gra i książka mają wspólne grono odbiorców, inne są wymagania wobec jednego i drugiego. Nie bądźmy jednak hipokrytami. Nie udawajmy, że Geralt znajdujący w zakończeniu każdej historyjki spokojny domek wśród zieleni to pomysł fabularnie lepszy niż to, co zaserwowano nam w Sadze.

2 komentarze:

  1. "porządna fantastyka jest GRYWALNA"
    *kaszlu*KryształyCzasu*kaszlu*

    OdpowiedzUsuń
  2. To nawet nie zawsze jest tak drastyczne, imo dobry przykład to "Pan Lodowego Ogrodu", który jest fajnym bo fajnym, ale jednak opisem questa.

    OdpowiedzUsuń

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.