:::: MENU ::::

niedziela, 2 października 2016


Nie lubię romansów i w zasadzie nie pamiętam zupełnie, co mi strzeliło do głowy, że postanowiłam przeczytać Zanim się pojawiłeś. Zwłaszcza, że nie zrezygnowałam po znalezieniu kilku recenzji, jasno sugerujących, że to naprawdę nie jest pozycja dla mnie. Po prostu chciałam zobaczyć, co takiego jest w tej książce. Ot, zachcianka.

Zwyczajna dziewczyna

Szczerze mówiąc, w pierwszym odruchu moje odczucia co do głównej bohaterki były mieszane. Z jednej strony, wpisuje się w ten charakterystyczny, zrodzony chyba w literaturze młodzieżowej, nurt nieco awkwardowej dziewczyny. Z drugiej, wielokrotnie podkreśla, że jest "zwykła" i w toku lektury znajduje to swoje uzasadnienie. Owszem, ma swoje dziwactwa - fryzury - ma swój ekstrawagancki ubiór. Ma także lepszą siostrę, z którą rywalizuje jak to często czyni rodzeństwo. Nie jest światowa ani wykształcona, często gada głupoty, zdarzają jej się wpadki, takie zwyczajne. To akceptowalna postać nawet dla czytelnika, który nie lubi konwencji romansów tak bardzo jak ja.

Siostra-terrorystka

Zanim się pojawiłeś nie ucieka oczywiście od schematu, a jednym z paskudniejszych w kulturze w ogóle jest postać złej siostry. W przypadku Lou, tym złem nie jest oczywiście wypędzenie z domu, ale swoista zamiana w Kopciuszka już tak.

Po pierwsze, między Lou i Treeną rysuje się całkiem wyraźna rywalizacja. Teoretycznie to Lou jest tą gorszą, głupszą, mniej fajną. W praktyce jednak, każda z dwóch sióstr ma coś, czego nie ma druga. Treena - inteligencję i marzenia o studiach, Lou - pracę i realne pieniądze, wpływ na swoje życie, z którego jednak nie umie skorzystać.

Treena, w sumie na wzór reszty rodziny, wywiera na główną bohaterkę niesamowitą presję. To Lou ma utrzymywać dom, gdy podłapuje lepszą pracę, wymagania rosną. I chociaż rodzice także naciskają na dziewczynę, najmocniej czyni to właśnie siostra, oświadczając że... zamierza iść na studia, więc Lou ma przynieść pieniądze. Jest to znacząca składowa faktu, że relacja między Lou i Treeną maluje się na jedną z najbardziej patologicznych, o jakich kiedykolwiek czytałam.

Romans czy kwestia społeczna?

Jojo Moyes wzięła sobie na warsztat temat niepełnosprawności, żeby zmienić go w romans i koniec końców zahaczyła o interesującą kwestię społeczną. Will, w którym zakochuje się Lou, jest niepełnosprawny. Chce popełnić samobójstwo. Pragnie tego, zanim poznaje dziewczynę i później też. Jej miłość nie wystarczy, aby się cofnął. Niczego nie odmienia.

Z jednej strony, Will wydaje się przerażająco egoistyczną postacią. W pogardzie ma uczucia wszystkich innych odnośnie swojej decyzji. Chce umrzeć i koniec. Trochę to odpycha (chyba że ktoś się w tym miejscu popłacze, ale to nie ja), z drugiej strony szybko przychodzi refleksja: Czy naprawdę można wymagać od kogoś, żeby wiódł życie, którego nienawidzi, dla swoich bliskich? Czy naprawdę można zakazać umrzeć komuś, kto pragnie umrzeć ze wszystkich sił? Jeśli przyjąć taką interpretację, to nie Will, ale całe jego otoczenie działa z pobudek egoistycznych.

Jako romans, Zanim się pojawiłeś dla mnie się nie sprawdziło. Nie dziwię się, bo specyficzny ze mnie czytelnik. Ciężko było mi się wzruszyć postaciami, których relacja nie została zbyt dobrze zarysowana. Chyba po prostu nie uwierzyłam w wielką miłość i wielkie cierpienie Lou, więc wzięłam się za całość bardziej intelektualnie niż emocjonalnie. Nie wiem, czy w związku z tym moja rekomendacja ma jakiekolwiek znaczenie dla targetu Moyes. W każdym razie: szału nie ma, ale jest okej.

0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.