:::: MENU ::::

sobota, 5 listopada 2016


Po długich i ciężkich cierpieniach dokonałam niemożliwego - przeszłam do końca kampanię w Mortal Kombat X, najnudniejszą kampanię w bijatykach, z jaką miałam styczność... właściwie kiedykolwiek. Przy całym moim umiłowaniu dla tej gry jako takiej, przy wielkiej grywalności najnowszej odsłony świetnej serii - ta kampania to jest, drodzy moi, jakiś głupi żart.

Nuda, flaki, nuda

Mam wrażenie, że twórcy story mode w najnowszym MK popełniali błąd za błędem już w warstwie koncepcyjnej. Najpierw rozpisali historię o naprawdę kiepskiej konstrukcji, z przydługim początkiem i szybką końcówką. Przez to zanim dotrzemy do rozdziału 10, gdzie całość staje się znośna, a nawet przyjemna, mija strasznie dużo czasu.

Mamy za to okazję poznać dogłębnie część dostępnych postaci - to znaczy oczywiście Cage'ów, Takedę, "dzieciakową czwórkę", a nawet drużynę "tych złych" z D'Vorah na czele. Szkoda jednak, że w ich historiach trudno szukać czegokolwiek, co uzasadniałoby tak długą ekspozycję.

Największym problemem kampanii jest to, że dużo w niej przerywników, a mało walk. Człowiek siedzi i ogląda te przejażdżki oraz dialogi, na które nie ma wpływu, czekając niecierpliwie na kolejną potyczkę, zwykle zainicjowaną w dość durny sposób. Również bijatyki są umiarkowaną przyjemnością, a to przez kuriozalny sposób dobierania poziomu trudności. Generalnie na początku, gdy jeszcze pamiętałam rozmaite comba i inne takie, moje walki wyglądały następująco: pięć wygranych bitew, jedna przegrana, gdy AI zmieniało się w mistrza wszelkich ninja-sztuk i znowu pięć wygranych. Kiedy wróciłam do MK po długiej przerwie nic już nie pamiętając... wyglądało to dokładnie tak samo.

Fabuła? Głębia? Cokolwiek?


Powiedzieć o fabule mortalowego story mode że jest sztampowa to jak nic nie powiedzieć. Niestety, poza nieudolnymi próbami pogłębienia postaci, MK ciągle tkwi korzeniami w epoce gdy fabuły gier miały jedynie dać pretekst do kolejnej łupanki. Zmieniła się jakość grafiki, ale sednem bijatyki pozostały flaki i ów fakt mocno razi, gdy ktoś nam próbuje zaserwować wbrew rozsądkowi opowieść.

Tylko jeden motyw jest tak naprawdę ciekawy - kiedy Scorpion zabija w akcie zemsty Quan Chi i swoją interwencją trochę ułatwia "tym złym" wszystko. Wpisuje się tym samym w nurt "nie chcem, ale jestem debilem", który definiuje - niestety - poczynania bardzo wielu postaci w kampanii. Jednak na bezrybiu i rak ryba, więc uznaję motyw za ciekawy.

Dobra gra - zły story mode

Jest jednak hipokryzją oceniać grę taką jak Mortal Kombat tylko i wyłącznie przez pryzmat kampanii i powiem szczerze, że poza nią gra spisuje się bardzo dobrze. Grafika może nie powala, nawet zważywszy że mam "tylko" PS4 (bo w wersji komputerowej też nie powala, szczerze mówiąc), ale grywalność jest świetna.

Znakomitym pomysłem okazało się wprowadzenie różnych trybów dla każdej postaci, bo sprawia to, że panteon bohaterów mamy właściwie powiększony trzykrotnie i wybitnie zwiększa się losowość w graniu randomami. Czyni to też MKX nieco trudniejszym do ogarnięcia od poprzednich odsłon, a tym samym pozwala popisać się komuś, kto opanuje porządnie wszystkie ruchy, skille i x-raye.

Nie jest to co prawda moja ulubiona gra, ale z pewnością właśnie przy MK spędziłam najwięcej czasu. Nic tak dobrze jak krwawa, brutalna rzeź nie gwiazdorzy na domówkach. Z drugiej strony, kiedy gram solo, raczej po bijatykę nie sięgam. Nawet w gronie rodzinnym lepiej sprawdziłby się prawdopodobnie Tekken, znacznie prostszy dla laika i z bardziej przyjazną grafiką.


0 komentarze:

Prześlij komentarz

Komentarze nie są moderowane, jednak jeżeli będą służyły sianiu nienawiści lub bezmyślnemu wklejaniu linków, mogą zostać zjedzone przez smoka.